Egoista- zdrowy nawyk

Bardzo często słyszę od znajomych jak to mają każdy weekend zaplanowany: obiad ze znajomymi, rodziną, wspólne wyjazdy za miasto. Większość z mojego grona przyjaciół jest w stałych związkach lub ma dzieci. ( Ja Panna do usranej śmierci według moich rodziców:)) Twardo trzymam się planu, koło 40-tki odmłodzę się ślicznym, tłustym bobaskiem. Najważniejsze to mieć plan :)!!!!

Złapałam się na tym, że żyje w schemacie, który kiedyś sobie wymyśliłam i tak sobie podążam tą bezpieczną drogą. Wiem mniej więcej jak mój tydzień będzie wyglądał: praca, zajęcia z norweskiego na zmianę z siłownią i tak w koło. Weekendy bardzo przyjemne, zakupy, sprzątanie, gotowanie, znajomi. Żyć nie umierać.

Bardzo wygodnie mi się żyje, ale przyznam szczerze, że robię wszystko co tylko możliwe, żeby nie  musieć wyjść z tego bezpiecznego cyklu. Zmusiłam się jakiś czas temu na  wyłączenie komputera, telefonu i usiadłam w ciszy. To było straszne !!!! Pozbyłam się wszystkich wymówek, musiałam pogadać ze sobą. Na początku nie potrafiłam sobie przypomnieć, czego chciałam od życia i co chce osiągnąć. Po parunastu minutach stwierdziłam, że posprzątam sobie w szafie. My baby  często sprzątamy jak mamy problem, albo zwyczajnie od czegoś uciekamy i nie chcemy myśleć, szukamy sobie zajęcia!!!

Tak, zrobię porządki, i braknie mi czasu na myślenie 🙂 Geniusz w swej prostocie!!!!

Przeglądam ubrania i natknęłam się na moją starą kamizelkę, którą jeszcze kupiłam będąc na wygnaniu w Manchesterze ponad 10 lat temu. Na śmierć o niej zapomniałam. Uwielbiam kamizelki!!!! A facet w dobrze skrojonej kamizelce wow!!! To jak zagubiona owieczka, którą bardzo chętnie przygarnę :);)!!!

Super, założę ją jutro do pracy, pomyślałam i ochoczo zakładam ją na siebie, ale sorry cyc wylewa się zewsząd. Cholera, naiwniak ze mnie, przecież teraz mam więcej powierzchni do kochania, nie mieszczę się. Upsi!!!

Przypomniałam sobie, że kupiłam ją zaraz przed powrotem do kraju i zamierzałam uszyć kolejne. Niestety jakoś nie miałam czasu?

Jak to możliwe, przecież całą sobotę leżałam w łóżku, żarłam i oglądałam jakieś filmy na Netflixie. Jak mogłam nie mieć czasu?

Właśnie! Zrobiłam się wygodna!

Straciłam tą młodzieńczą chęć podbicia świata, osiągnięcia sukcesu. Nie mówię tu o super stanowisku, ale o realizacji swoich marzeń. Uszycie kamizelki ( w liceum szyłam nawet torebki, uwielbiam szyć, a nie usiadłam do maszyny od  lat). Sama sobie odmawiam przyjemności!!!!

Rozmawiałam o tym z moją siostrą i stwierdziłam, że prawie wszyscy, których znamy postępują podobnie w swoim życiu. Znajdują bezpieczny niekoniecznie dobry, czasem nawet krzywdzący schemat i tak w nim tkwią. Żyją w nim, bo tak jest wygodnie, bo go znają. Przecież, najbardziej się boimy tego czego nieznany. Rzeczy, sytuacji, których nie potrafimy przewidzieć, swojej reakcji na nieznane.

Okazuje się, że jednak taka genialna nie jestem jak mi się wydawało, sprzątanie szafy nie uchroniło mnie przed myśleniem :(.

Kurczę, nie chciałam znaleźć dla siebie czasu, ale chyba zacznę. Może godzina tygodniowo. W ciszy, bez telefonu, internetu i innych rozpraszających rzeczy. Zacznę powoli, żeby się nie doprowadzić do depresji czy nie zmienić się we wszystko wiedzącą najlepiej, zrzędzącą starą pannę. Oj nie, tego nikt nie che. (Bo starodupieństwo się ziści i nie będzie tłuściutkiego bobaska.)

Znalazłam piękny materiał i jak tylko będę u rodziców odkurzę moją maszynę i szyję!!!

Już na samą myśl mam wielkiego banana na gębie. Skoro sprawia mi to tyle frajdy, czemu sobie tego odmawiałam, Głupia blondi ze mnie :(.

To tylko pierwszy krok, ale najtrudniej jest wyjść ze strefy komfortu.

Zobaczymy ile wytrwam?!

Hmm jakie zobaczymy, przecież to tylko ode mnie zależy czy nie będę się bała realizować swoich marzeń, no właśnie trochę egoizmu jeszcze nikomu nie zaszkodziło.

Wszędzie trąbią o zdrowych nawykach i szczypta egoizmu to będzie mój nowy, zdrowy nawyk :)!!!

Ha ha, ale będę bosko wyglądała w tej kamizeli (tak będzie czarna, żeby mnie trochę wyszczupliła) 🙂 🙂 :p. A co!!!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Spodnie z gumką to podstawa!!!

Depresja wyglądowa coś takiego dzisiaj w pracy usłyszałam!!! Że co?!

A dlaczego Cię dopadła? Bo ma lustro!!!!

O matko!!!

Chyba kampanie świąteczne zaczynają powoli zbierać żniwo.

Chyba już w każdym większym sklepie są plakaty, bilbordy z wystrojoną rodziną.

Kobieta (matka) w najmodniejszych ciuchach i makijażu, stadko dzieci i przystojny wystylizowany mąż.

Nic dziwnego, że dopada Nas depresja.

Parząc na siebie i na te wszystkie zdjęcia zaczynamy się porównywać i mimo-wolnie przyjmujemy taki oto idealny obraz świąt (nas samych).

Zastanawiamy się nad tym jak Ona to zrobiła?! Kupione wszystkie prezenty, zapas jedzenia, ugotowane i upieczone potrawy i jeszcze tak pięknie wygląda?

Oczywiście, każdy zdaje sobie sprawę, że jest to tylko reklama, ale podświadomie utrwalamy wyidealizowany obraz.

Hmm ciekawe, jak media potrafią nami łatwo manipulować. Nawet na przystanku autobusowym czy w Internecie przeglądając np. Facebooka straszą nieosiągalną doskonałością.

Jesteśmy pod ciągłym ostrzałem!!!

Perfekcyjna Pani Domu, Matka, Żona, Pracownica wszystko naj!!!!

Na samą myśl się zmęczyłam.

W takich momentach łapię się na tym, że ja chyba też powinnam jakieś stroiki zrobić, albo upiec piękne ciasto( pamiętajmy ma pięknie wyglądać do zdjęcia, żeby się na Social Media pochwalić).

Na szczęście to tylko chwila, przypominają mi się wtedy słowa mojej Mamy „ i co z tego”?!

No właśnie i co z tego, że wszyscy w koło każą mi być idealną?

Co takiego strasznego się stanie jak będę miała 2 albo 3 fałdki na brzuchu zamiast wyrzeźbionego jak te modelki w reklamach?

No nic, schowam pod bluzeczkę i tyle :).

Nie będę kupować tony jedzenia, żeby przed świętami cały dzień siedzieć w kuchni. Sprzątanie ok, ale bez przesady, niech się tylko nic w domu nie klei i będzie dobrze ;).

Stroiki, choinka, obrusiki, świąteczne sweterki, tyle tego w sklepach!!!

Coś tam mam w domu, nie będę przecież stała godzinę w kolejce, żeby kupić pasujące serwetki do obrusu.

Trzeba włosy zrobić paznokcie, jakąś wystrzałową kreację na 2 dni świat, trzeba się pokazać!!!!

Trochę zatracamy się w tej gonitwie, bo wszyscy tak robią to ja też!!! Podążamy za tłumem.

Ja tego nie neguję, każdy wybiera to co mu odpowiada. Jak się tak naoglądam tych wszystkich reklam to ciężko nie chcieć powielać pięknych obrazów.

Jednakże, ja czuje się najlepiej z rodziną w ten czas, beż makijażu w dresach (gumka się rozciąga w trakcie jedzenia 🙂 ), czuje się swobodnie i nie ma presji, jak wyjdzie zakalec to i tak go zjemy, liczą się chęci!!!

Nie przesadzajmy już, odpuśćmy sobie trochę.

Przecież i tak się wszyscy najemy się jak dzikie świnie w wigilię,później z domowej apteczki opróżnimy wszystko co tylko przyspiesza trawienie i będziemy zalegać przed TV.

Po paru dniach obżarstwa, nie zmieszczę się kieckę na sylwestra!!! Dopiero będzie płacz, chociaż z drugiej strony to dobra wymówka, żeby kupić kolejną 😉 !!!

Na pewno nie poddam się temu szaleństwu i poświęcę czas sobie i rodzinie, a nie będę go marnować na maraton po sklepach.

Na szczęście nie muszę kupować prezentów (u mnie w rodzinie nie robimy sobie świątecznych prezentów, tylko jakieś drobne dla najmniejszych bobasów, ale to jest chwila bo moje siostry wybierają ubranka, a ja je tylko kupuję).

Będziemy razem gotować, piec, bawić się z bachorami i rozmawiać.

Rozmowa w rodzinie chyba jest teraz mało modna. Odnoszę wrażenie, że raczej siedzimy w Internecie i chwalimy się tym co posiadamy.

Szczególnie dzieci moich znajomych, tablet, komórka do ręki i jakby ich nie było w domu.

Oczywiście nie wszędzie tak jest, każdy robi to co uważa i wychowuje dzieci według swojej najlepszej metody.

Ja jestem staro modna i wolę rozmawiać.

Tak, zdecydowanie , rozmowa, trochę smakołyków i najważniejsze spodnie z gumką 🙂 .

Humory pięknej zmory!!!

Jak każda kobieta miewam gorsze dni (czytaj: świat mi się wali na głowę, kataklizm z każdej strony, świat jest zły, powietrze mnie boli!)

Rano przez prawie godzinę walczyłam ze sobą, żeby wstać z łóżka i jednak iść do mojej kochanej roboty!

Podjęłam męską decyzję i wstałam. Hurra jeden sukces na dzisiaj odhaczony!

Jak już doprowadziłam się do stanu używalności publicznej, doturlałam się na przystanek autobusowy, a tam dziki tłum, aż czarno!

No, cóż, żeby tylko się zmieścić do autobusu, pomyślałam.

Po ponad 30 minutach czekania( według rozkładu co 10 minut jeżdżą!)

Przyjechał! Zapchany orko-wóz.

Otworzyły się drzwi i wylała się ciemna masa robotników. Niestety, dużo z nich tam w środku zostało( jęknęłam i czekam na moment, żeby się wślizgnąć do środka).

Jedyne o czym myślałam to znaleźć miejsce do stania, siedzenia, obojętne, byle tylko pasażer obok mnie nie rozsiewał zbyt intensywnej woni i nie obijał się o mnie czy zgniatał.

Udało się! Jest troszkę miejsca, zmieściłam się, stoję, zadowolona, nikt mnie nie szturcha czy zgniata, super!

Nagle zobaczyłam nieziemsko przystojnego mężczyznę, WOW! Jednak warto było dzisiaj iść do pracy! (pomyślałam uśmiechając się do spostrzeżonego ciasteczka)

Niestety ,mój zachwyt nie trwał długo, gdyż poczułam intensywny zapach, moment skąd?

Zignorowałam woń i uśmiechnęłam się do przystojniaka (brak obrączki).

I jeszcze mocniej czuję, ale nie radość tylko smród!!! Okropny, świdrujący odór nieprzetrawionego czosnku.

Moje piękne ciasteczko, nażarło się czosnku!! O nie!!! Czar prysł. Tak się składa, że mam dość wrażliwy zmysł węchu.

O kurde, taki piękny, pyszne ciasteczko do schrupania, wali czosnkiem. Fujjj!

Chcę uciec, ale nie ma gdzie, na każdym przystanku kolejne orki wsiadają i gnieciemy się jak w puszce.

No, nic jakoś dam radę. Będę wąchać szalik (dobrze, że go niedawno uprałam).

Po godzinie jazdy, bo przecież czym był by mój poranek bez stania w długaśnym korku?! Odurzona oparami nie strawionej kolacji mojego przystojniaka poszłam do kawiarni uratować swój dzień pyszną kawusią z bitą śmietaną.

Stojąc w kolejce czułam smak tej tłuściutkiej chmurki na napoju życia.

Niestety kolejne rozczarowanie, nie ma bitej śmietany!!! Słyszę od Baristy!!!

Mój świat się zawalił, ścisk w orko-busie, śmierdzący przystojniak, wizja 8 godzin mrówczej pracy i jeszcze to!?

No ku………mać! Whta the k… f…k!!!???

Pani sobie jaja ze mnie robi, ale to jest kawiarnia, nad Panią wisi plakat pięknego kubeczka z kopką śmietanki!!!

Niestety dzisiaj nie dojechała, odpowiada uśmiechnięta dziuńka!!

Czy to oznacza, że będzie dzisiaj okropny i tragiczny dzień?! Chyba tak, jednak jestem wróżką 😦

Załamana, łkając w sobie poszłam do biura.

Napisałam chyba, wszystkim znajomym co mi się dzisiaj przytrafiło i jak okropnie i fatalnie się czuje.

Nałożyłam maskę Grumpy Cat i klikałam strasząc wszystkich w koło.

Godziny mijały, a co jakiś czas dostawałam wiadomości od znajomych:

Nie martw się doba tylko 24 godziny, za chwilkę minie.

Albo zdjęcie słodkiego kociaka (lubię kotki) z komentarzem , po co kawa ja jestem słodszy ;).

Pomyślałam sobie, ile jest w tym serdeczności i zrozumienia. Ludzie wykazali zrozumienie dla mojego stanu ducha.

I wiecie co to mi pomogło, o dziwo!

Przecież, tak naprawdę nic złego się nie stało! Żyję, pracuję, chora też nie jestem, tylko mam dziś niechęć do wszystkiego i nawdychałam się czosnkowego smrodu.

Stwierdziłam ,że dość tego, wygadałam się ( sms-y) i otrzymałam ciepłe słowa i zrozumienie.

Po co mi ta kawa?!

Jednak ludzie potrafią jeszcze wzajemnie się uszczęśliwiać, nie jest tak źle!

Ps. Po pracy kupiłam rurkę z bitą śmietaną 😉 Co by wieczór był miły!

Jak szukać, odnajdywać i akceptować szczęście.

Temat wydaje się oczywisty. Kto nie chce być szczęśliwy?

Zapewne myślicie teraz „chyba jej się nudzi i sama nie wie co pisze, przecież każdy chce być szczęśliwy!!”

Oczywiście, ja też chcę!

Jednakże, zauważyłam, że często boimy się robić rzeczy, które nas uszczęśliwiają, albo sami nie wiemy co nam to zagwarantuje. Dlatego też, chciałabym pomóc Wam i sobie zastanowić się, i wreszcie rozgryźć jak być szczęśliwym.

Wyznam na początku, że przez większość mojego życia patrzyłam, podglądałam ludzi i myślałam sobie” Jacy oni są szczęśliwi”

Ja też chcę się tak czuć. Chcę mieć, posiadać to, co im daje ten cudowny stan.

Parę miesięcy temu problemy ze zdrowiem zmusiły mnie do zwolnienia tempa, dzięki czemu, miałam wreszcie czas na obcowanie ze sobą, zastanowienie się czego ja tak naprawdę chcę od życia.

Zadawałam sobie masę pytań. Bo czego ja chcę? Mieszkanie, nowy samochód, super drogie wakacje, nowe markowe ubrania?

Kurczę, sama mnie wiem. Podglądając ludzi na Facebooku czy na Instagramie, pozujących z markowymi torebkami na tle pięknego samochodu, czy na plaży z drinkiem wydają się szczęśliwi. Może to jest gwarancją szczęścia? Potwierdzają to reklamy na social mediach, billboardy, reklamy w telewizji. Ale moment, przecież ja mam torebki, byłam na urlopie, więc to jest już odhaczone.

Jakoś mnie to specjalnie nie cieszy.

Chyba źle podeszłam do tematu, albo coś jest ze mną nie tak? Pewnie powinnam droższe rzeczy kupić. Jak więcej zapłacę za coś to więcej szczęścia będzie?

Zastanawiałam się nad tym dość długo i odkryłam, że tak naprawdę nie potrzebuję tych wszystkich rzeczy. Doszłam do wniosku, że najlepiej się czuję jak mogę się uczyć, doskonalić siebie i przekazywać zdobytą wiedzę i doświadczenia życiowe innym. Czy też zjeść coś dobrego, pójść na spacer, porozmawiać z koleżanką.

Biorąc pod uwagę wszechobecny nakaz posiadania, moje potrzeby są dość łatwe do zdobycia, czyli szczęście jest niedaleko?!

Stwierdzam, że jest wszędzie, tylko trzeba nauczyć się je dostrzegać i nie bać się po nie sięgnąć.

Na przykład dzisiaj miałam ochotę na dobry obiad i znalazłam czas, żeby go sobie przygotować i zjeść w spokoju. Niezwykle proste, ale często nieosiągalne! Nieprawdaż?!

Żyjemy w ciągłym pędzie, poświęcając swoje cenne życie na ściganie się w niekończącym się wyścigu ku doskonałości( idealna matka, pracownica, ojciec, nauczyciel…) i po drodze zapominamy, nie zauważamy, że życie się toczy teraz, a nie na mecie.

Dlatego też warto zacząć od chwili dla siebie, poświęcić ją na rozmowę ze sobą. Zadajmy sobie pytanie. Co mnie tak naprawdę uszczęśliwia?

Zacznijmy doceniać proste rzeczy, które często są za darmo, nie za wszystko musimy słono zapłacić, żeby poczuć się szczęśliwym.

Ja dzisiaj poczułam się szczęśliwa jedząc pyszny obiad, a Ty?

Wiem, że to niewiele, ale od czegoś trzeba zacząć, bo życie składa się z miliona takich malutkich, króciutkich momentów szczęścia. Im więcej ich w naszym życiu, tym więcej szczęścia 🙂