Egoista- zdrowy nawyk

Bardzo często słyszę od znajomych jak to mają każdy weekend zaplanowany: obiad ze znajomymi, rodziną, wspólne wyjazdy za miasto. Większość z mojego grona przyjaciół jest w stałych związkach lub ma dzieci. ( Ja Panna do usranej śmierci według moich rodziców:)) Twardo trzymam się planu, koło 40-tki odmłodzę się ślicznym, tłustym bobaskiem. Najważniejsze to mieć plan :)!!!!

Złapałam się na tym, że żyje w schemacie, który kiedyś sobie wymyśliłam i tak sobie podążam tą bezpieczną drogą. Wiem mniej więcej jak mój tydzień będzie wyglądał: praca, zajęcia z norweskiego na zmianę z siłownią i tak w koło. Weekendy bardzo przyjemne, zakupy, sprzątanie, gotowanie, znajomi. Żyć nie umierać.

Bardzo wygodnie mi się żyje, ale przyznam szczerze, że robię wszystko co tylko możliwe, żeby nie  musieć wyjść z tego bezpiecznego cyklu. Zmusiłam się jakiś czas temu na  wyłączenie komputera, telefonu i usiadłam w ciszy. To było straszne !!!! Pozbyłam się wszystkich wymówek, musiałam pogadać ze sobą. Na początku nie potrafiłam sobie przypomnieć, czego chciałam od życia i co chce osiągnąć. Po parunastu minutach stwierdziłam, że posprzątam sobie w szafie. My baby  często sprzątamy jak mamy problem, albo zwyczajnie od czegoś uciekamy i nie chcemy myśleć, szukamy sobie zajęcia!!!

Tak, zrobię porządki, i braknie mi czasu na myślenie 🙂 Geniusz w swej prostocie!!!!

Przeglądam ubrania i natknęłam się na moją starą kamizelkę, którą jeszcze kupiłam będąc na wygnaniu w Manchesterze ponad 10 lat temu. Na śmierć o niej zapomniałam. Uwielbiam kamizelki!!!! A facet w dobrze skrojonej kamizelce wow!!! To jak zagubiona owieczka, którą bardzo chętnie przygarnę :);)!!!

Super, założę ją jutro do pracy, pomyślałam i ochoczo zakładam ją na siebie, ale sorry cyc wylewa się zewsząd. Cholera, naiwniak ze mnie, przecież teraz mam więcej powierzchni do kochania, nie mieszczę się. Upsi!!!

Przypomniałam sobie, że kupiłam ją zaraz przed powrotem do kraju i zamierzałam uszyć kolejne. Niestety jakoś nie miałam czasu?

Jak to możliwe, przecież całą sobotę leżałam w łóżku, żarłam i oglądałam jakieś filmy na Netflixie. Jak mogłam nie mieć czasu?

Właśnie! Zrobiłam się wygodna!

Straciłam tą młodzieńczą chęć podbicia świata, osiągnięcia sukcesu. Nie mówię tu o super stanowisku, ale o realizacji swoich marzeń. Uszycie kamizelki ( w liceum szyłam nawet torebki, uwielbiam szyć, a nie usiadłam do maszyny od  lat). Sama sobie odmawiam przyjemności!!!!

Rozmawiałam o tym z moją siostrą i stwierdziłam, że prawie wszyscy, których znamy postępują podobnie w swoim życiu. Znajdują bezpieczny niekoniecznie dobry, czasem nawet krzywdzący schemat i tak w nim tkwią. Żyją w nim, bo tak jest wygodnie, bo go znają. Przecież, najbardziej się boimy tego czego nieznany. Rzeczy, sytuacji, których nie potrafimy przewidzieć, swojej reakcji na nieznane.

Okazuje się, że jednak taka genialna nie jestem jak mi się wydawało, sprzątanie szafy nie uchroniło mnie przed myśleniem :(.

Kurczę, nie chciałam znaleźć dla siebie czasu, ale chyba zacznę. Może godzina tygodniowo. W ciszy, bez telefonu, internetu i innych rozpraszających rzeczy. Zacznę powoli, żeby się nie doprowadzić do depresji czy nie zmienić się we wszystko wiedzącą najlepiej, zrzędzącą starą pannę. Oj nie, tego nikt nie che. (Bo starodupieństwo się ziści i nie będzie tłuściutkiego bobaska.)

Znalazłam piękny materiał i jak tylko będę u rodziców odkurzę moją maszynę i szyję!!!

Już na samą myśl mam wielkiego banana na gębie. Skoro sprawia mi to tyle frajdy, czemu sobie tego odmawiałam, Głupia blondi ze mnie :(.

To tylko pierwszy krok, ale najtrudniej jest wyjść ze strefy komfortu.

Zobaczymy ile wytrwam?!

Hmm jakie zobaczymy, przecież to tylko ode mnie zależy czy nie będę się bała realizować swoich marzeń, no właśnie trochę egoizmu jeszcze nikomu nie zaszkodziło.

Wszędzie trąbią o zdrowych nawykach i szczypta egoizmu to będzie mój nowy, zdrowy nawyk :)!!!

Ha ha, ale będę bosko wyglądała w tej kamizeli (tak będzie czarna, żeby mnie trochę wyszczupliła) 🙂 🙂 :p. A co!!!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Biurwy!!!

Dzisiejszy temat jest bardzo bliski memu sercu, gdyż jestem korpo-biurwą !!!

Tak jest!!! Proszę Państwa, zawód mój biurwa!!!

Pani w sweterku, spódniczka, lub spodnie w kancik i pomyka po open-spacie
w czółenkach na bezpiecznym obcasie. (11cm wygląda obłędnie, ale kaczuszka najwygodniejsza). Większość swojej już ponad 10-cio letniej kariery spędziłam w biurze.

Wiem jaki jest stereotyp i muszę przyznać, że 3/4 tego się zgadza!!!

Taki przykładzik:

Przychodzę do kadrowej, a tam kobita z lupą w ręku próbuje jakieś pismo od pracownika odczytać i biadoli coś pod nosem do Irenki (HR Advisor)

– Spróbuj przeczytać te bazgroły, ludzie zapomnieli jak się pisze, teraz wszyscy na kompie tajpują ;(. W sumie to ma rację. Zawachałam się czy wejść, bo minę miała jakby chciała zabić.

Ale ja nie o tym chciałam. Mijam na korytarzach takie biurewki i muszę przyznać, że to często normalne i o dziwo pomocne dziewczyny. Sweterek, okulary i groźna mina może przestraszyć, ale to też ludzie!! Wystrojone jak mrówka na pogrzeb, wygadane i co najlepsze, wiedzą wszystko. Kto z kim, jak i dlaczego. Nawet prezes nie jest bezpieczny przed ich wywiadem. W HR nic się nie ukryje!!!

Nauczyłam się na przestrzeni lat, że warto z nimi dobrze żyć. Wiadomo, że jak każda baba mają swoje humory, ale potrafią załatwiać absolutnie wszystko:).

To takie panie, które niby nic nie robią i tylko się czepiają, ale dużo mogą!!!

Byłam dzisiaj z taką Irenką na kawusi i muszę przyznać, że na początku pracy się jej baaardzo bałam.

Irenka to bardzo zadbana kobitka po trzydziestce, singielka, elokwentna, zawsze uprzejma, pomocna. Tylko nie wiedzieć czemu ma taki groźny wyraz twarzy, jakby ktoś jej z przed nosa deser sprzątnął na który ewidentnie miała ogromną ochotę.

Pijemy kawusie, grzecznościowe small-talk ( standardzik przy firmowym ekspresie), a tu Irenka wyjmuje czekoladę i mnie częstuje !!!!! No ja nie wezmę?! Ależ ja kocham czekoladę!!! KOCHAM!!!

No i mnie kupiła, podzieliła się ze mną najlepszą słodkością na świecie. OMG!!!

Zjadłam 4 kawałki, Ona pół tabliczki ;).

Ta straszna, zawsze oficjalna, niedostępna osoba, ma serce:)?

Musi mieć, skoro dzieli się takimi pysznościami, a może zobaczyła mój błagalny wzrok?

Oj tam, podzieliła się!!! Zyskała w moich oczach. Już jej się nie boję!

Czekolada zbliża i nawet biurwa staje się ludzka. ha ha 🙂

Będę pamiętać, że do HR zawsze chodzi się z czekoladą !!!

 

 

 

 

 

 

 

 

Dawno, dawno temu…

Dawno mnie tutaj nie było.

Niestety nowa praca całkowicie mnie pochłonęła.

Tak, wiem :(. Po raz kolejny pozwoliłam sobie na utratę siebie i pogoń za karierą.

Po prawie 6 miesiącach, mówię dość!!!

Moje zdrowie jest w opłakanym stanie i najzwyczajniej w życiu nie mam już siły tak pędzić.

Przez ostatnie dwa tygodnie siedziałam w domu na L4, ( Masakra)!!!!

Po pierwszym tygodniu byłam w stanie iść na krótki spacer, zrobić zakupy czy w ogóle poruszać się swobodnie.

W środę byłam na tarasie widokowym w PKiN po raz pierwszy w życiu.

Mieszkam w Warszawie od 12 lat i nigdy nie miałam czasu na zwiedzanie.

Widok, nieziemski. Zabiegana, głośna, i no cóż, „chamska Warszawa” wydaje się być spokojna, miła i po prostu piękna.

Tłumy turystów, oblegających dostojny prezent od sowietów, nasza kochana Wisełka, zatłoczone mosty, Stadion Narodowy. Wszystko ma swój urok z tej wysokości.

Nie zdawałam sobie sprawy, z tego ile ludzi jest w mieście, wszystkie kawiarnie, sklepy, restauracje zatłoczone. Parki tętniące życiem.

Coś niesamowitego.

Na 30 piętrze Pałacu olśniło mnie: ja ciągle siedzę w jakimś  biurowcu i klikam w ten głupi komputer jak jakiś robot, a życie toczy się obok. Na moim open space nawet okna się nie otwierają. Gorzej niż w klatce !!! Jedzenie dowożą, kibelki są, nawet można się zdrzemnąć w chill out roomie. Masz tylko non stop pracować, dawać z siebie wszystko dla firmy, targety, dead-line. Korpo-srorpo.

Pomyślałam sobie: Co Ty robisz kobito!!! Ogarnij kuwetę i zacznij żyć.

Wracam do mojego bloga, spacerów, spotkań z ludźmi. Chcę się cieszyć tym co mnie otacza, życiem, bo w końcu minie, a ja nie zdążę pożyć.

Jak to moja kochana koleżanka mówi: Pierdoletto i do przodu !!!

 

 

 

 

Katalogowe randkowanie

 

Siedziałam ostatnio w kawiarni, delektując się moją ulubioną kawą z bitą śmietaną, kiedy usiedli obok mnie dwaj nieziemsko przystojni mężczyźni. Modne ciuchy, spodnie podwinięte do kostki (lekko obcisłe, podkreślające umięśnioną łydkę), brody, duże zegarki i nieskalane pracą aksamitne dłonie.

Jak to teraz jest w modzie zamiast porozmawiać, postawili kubeczki z kawusią i oddali się lekturze w swoich smartfonach.

Nagle jeden do drugiego mówi z przejęciem:

– Patrz jaka dupa!!!

Pomyślałam, że to zachwyt na moimi pięknie wyrzeźbionymi pośladami ( pół roku na siłowni!!!!), jednakże owy przystojniak pokazuje na zdjęcie w telefonie.

Niechcący 😉 zauważyłam, że to aplikacja do randkowania. I się zaczęło!!!!

Ładna, nie ładna, gruba, brzydka. Jakie koślawe nogi ma!!!!Nic dziwnego, że naiwniaka w necie szuka.

– O!!! tej to bym nawet palcem nie tknął. A ta tak zrobiona, że można by szlifierką zdzierać. Ale ma wary, fuj przecież to zaraz pęknie!!! Ja się boję tych napompowanych, jeszcze Ci wystrzeli wypełniaczami w twarz i co w tedy ?!!! Rozpadnie się i będziesz ją musiał zbierać!!!

Panowie byli poważnie poruszeni. Oczywiście były też zachwyty, ale zdecydowanie w mniejszej ilości.

Pomyślałam sobie, że to jak wybieranie partnera z katalogu!!!

Panowie właśnie tak wyglądali. Modele.

Przyzwyczaiłam się już, że wygląd jest ważny i chcąc czy nie, faceci są wzrokowcami.

Po krótkiej nawet rozmowie można się w zauroczyć w intelekcie danej osoby, ale najpierw musimy chcieć z nią porozmawiać. Jak jest ładna to raczej chętniej zagadamy 🙂

Słucham tych modeli i tak się zastanawiam:

Czy ten wymuskany chłopaczyna wie jak żyć? Jak radzić sobie z tą zwyczajną codziennością?  Czy tylko chodzi po restauracjach, modnych miejscach i ładnie wygląda?

Cioty w rurkach to poważny problem 21 wieku, ale mam nadzieję, że jeszcze jacyś normalni faceci są.

Ucieszyło mnie i jednocześnie bardzo zaskoczyło to, że Ci piękni Panowie bali się zrobionych silikonowych bab!!!! Jest nadzieja ?

Mężczyźni jednak nie lubią silikonów i pontonów na twarzy?!

To po co te wszystkie kobietki się przerabiają?

Wary obciągary już nie w modzie i co teraz te bidulki zrobią?

Naciągnięte, wyprasowane, doklejone tu i ówdzie, żeby lepiej sterczało :).

Pewnie przerobią się jeszcze bardziej, żeby tych poprzednich przeróbek nie było widać:). I tak w kółko!!!!

Każda zmora ma swojego amatora !!!!

PS.

Zmora jest, tylko amatora jakoś jeszcze na horyzoncie nie widać :)!!!

 

 

 

 

 

 

 

 

Praca to obowiązek!!! Odpoczynek??? PRZYJEMNY OBOWIĄZEK!!!

Pracoholizm to smutna rzecz. Nigdy nie czujemy szczęścia, spełnienia.

Zawsze mamy coś do zrobienia, zaplanowania, udoskonalenia.

Nie ma czasu na odpoczynek, przyjemności, wszędzie widzimy obowiązek.

Patrząc na moich rodziców odnoszę wrażenie, że nauczyli mnie pracoholizmu, wychowali na osobę wielbiącą pracę.

Przez większość swojego życia, nawet tego nie zauważałam. Problemy ze zdrowiem zmusiły mnie do ograniczenia pracy i nagle poczułam smutek.

Co ja będę teraz robić z tym wolnym czasem. Po 8 godzinach wychodzę z biura i co teraz!!!! Byłam przerażona!!! Nie wiem jak odpoczywać. Rodzicie mi tego nie pokazali. Oboje zawsze bardzo dużo i ciężko pracowali. Ja powielałam wzorzec, który dostali od swoich rodziców i tak z dziada, pradziada 😦 Robota i robota!!!

Niestety wśród miliona obowiązków zapomnieli o tym najważniejszym. Każdy człowiek ma obowiązek odpoczynku!!! Regeneracji. Nawet najwytrwalsi muszą kiedyś załapać oddech.

Początkowo czułam się winna, że nic nie robię, albo spacerując planowałam jak zaplanować dzień, żeby jak najwięcej zrobić. Czytając książkę po paru stronach musiałam choć na chwilkę wstać i sprawdzić czy naczynie się same nie ubrudziły i nie potrzebuję kąpieli. Wszystko po to, żeby nie mieć poczucia marnotrawienia czasu. Szaleństwo!!!

Musiałam nauczyć się jak odpoczywać.

Początki były trudne. Trochę to trwało, zanim zaczęłam się cieszyć nie pracującymi weekendami. Co więcej, coraz częściej z utęsknieniem czekam na piąteczek 🙂

Teraz już wiem, odpoczynek, regeneracja to część naszego życia.

Uczę się doceniać życie. Praca nigdy się nie kończy, a wieczni nie jesteśmy.

Przyjemność to też obowiązek. Odpoczywajmy, bo to nic złego 🙂

I tak trzeba !!!

Nie mogę !?

Nie mogę, nie powinnam, nie wolno, nie wypada!!!

Wszędzie stawiamy sobie jakieś granice, tworzymy zasady. Wchodzimy w role w których czujemy się bezpiecznie, nie wyściubiamy nosa poza strefę komfortu.

Tylko po co nam, aż tyle reguł i ograniczeń?

Od ponad 10 lat mam zasadę, którą sama sobie wymyśliłam. Nie umawiam się z mężczyznami z pracy. Muszę przyznać, że na przestrzeni dekady zaprzepaściłam dużo szans na przyszłego męża. I tak na prawdę nie wiem dlaczego. Co mi to dało?!!

Korzyści? – nie widzę.

Staropanieństwo!!!! TAK!!!

Sama siebie ograniczam!!!

Chyba nie jest to dla mnie zbyt dobre, wypadałoby coś z tym wreszcie zrobić?

Zastanówmy się. Nie jem cukru, bo dupa rośnie!! ( niech rośnie, na zakupy po nowe spodnie pójdę:)

Nie noszę krótkich sukienek, bo mam grube łydki i wygląda to nie estetycznie. Maluję paznokcie na neutralne kolory, żeby nie wyglądać wyzywająco. Na randce zawsze płacę za siebie, żeby zamanifestować swoją niezależność. Ciągle się przed czymś powstrzymuję, postępuję zgodnie z normami społecznymi. Praca mnie nudzi, ale jej nie zmienię, bo przecież nowa może być jeszcze gorsza. Lepiej zostać przy tym co znam, niż ryzykować. Kiepskie rozwiązanie ale łatwiejsze.

Boimy się sięgać po nowe, gdyż każda zmiana wymaga od nas wysiłku.

Spotykam ludzi, którzy ciągle narzekają na pracę, mieszkanie, partnera, wygląd itd…, jednakże nic z tym nie robią. Zero zmian, tylko jęczą zmęczeni życiem.

Wniosek z tego taki, że skoro nic nie zmieniają, to może nie jest im, aż tak źle?

Sądzę, że powinniśmy mieć więcej wiary we własne siły.

Praca mnie wkurza, szukam nowej. Oczywiście, może się okazać, że będzie jeszcze gorsza od obecnej. Może być też wspaniałym wyzywaniem, dzięki któremu, wreszcie będę czuła spełnienie. Jeśli nie spróbuję to nie będę wiedzieć.

Każda zmiana uczy. Zawsze możemy się dowiedzieć czegoś nowego. Nie ma ideałów
( i dobrze, bo by ich wszyscy znienawidzili!!!, ja też !!!!!!!!!!!!!!!).
Warto próbować, ponosić porażki, wyzbyć się lęków, powoli do lepszego.

Zwykła zmiana fryzury, może dodać skrzydeł. Przez ponad 5 lat miałam ciemne długie włosy. Przyzwyczaiłam się do swojego wyglądu, bałam się zmiany. Jednakże w pewnym momencie byłam zmęczona cięgle tą samą osobą. Przefarbowałam się na blond!!!

W końcu blondynkom więcej wolno :). Poczułam się jak inna osoba i pozbyłam się części ograniczeń w końcu to nowa ja!!!

Dlatego też, NIE MOGĘ siedzi w nas i blokuje.

A kto ustala zasady? Ludzie!!! Jako przedstawiciel homo sapiens też mam prawo ustalać zasady!!! Najważniejsze to nie krzywdzić się nawzajem. Mamy jedno życie i chyba nie warto przejść przez nie stosując się ciągle do cudzych reguł?

Jak żyć???

Najlepiej po swojemu!!! Tylko co ludzie powiedzą?

HA HA HA Kij im wszystkim w oko!!!

Moje życie, moje zasady 🙂

 

 

 

 

 

 

 

Smartphon-zombies !!!!!!!!!!

Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że coraz mniej rozmawiamy ze sobą. Chyba jesteśmy w fazie kolejnej ewolucji, a raczej cofnęliśmy się do ery naszych genialnych starożytnych budowniczych i pismo obrazkowe przeżywa renesans.  W końcu łatwiej jest wysłać buźkę czy gif, niż opisać co się czuje lub dzieje. Teraz robimy zdjęcia jedzenia, nagrywamy filmiki np. ( idę na siłownię, piję super zdrowe smoothi,  czy też jestem na zakupach #### ale jestem fajna i selfie z bananem na twarzy itd.) Jakoś nie potrafię się odnaleźć w tej nowej lepszej, #insta rzeczywistości. Codziennie jadę autobusem do pracy i widzę smart-zombie, którzy nawet jak wysiadają już na swoim przystanku nie spuszczają wzroku z telefonu!!!! Co się stało z naszą rasą!!!!

Wszędzie tylko e motki, posty, insta stories, snap coś tam!!!!

Przez te wszystko mamy ogromny problem z rozmową, prowadzenie konwersacji staje się przestarzałą formą komunikacji !!!!

Przyznaję, że nie specjalnie mi się to podoba. W pracy też nie jest łatwiej!!! Na wszystko trzeba mieć e-mail dupo-kryjkę, screen z rozmowy na komunikatorze!!!!

I oto jest pytanie jak ze sobą rozmawiać?!! Ja się pytam ???

Chyba trzeba będzie jakieś szkolenie uskutecznić niebawem, z efektywnej konwersacji ? Hmm, niezły pomysł na biznes 😉

Właściwie jak powinna wyglądać taka rozmowa?

Przed wszystkim musimy zadawać pytania i uważnie słuchać odpowiedzi!!!!  Może się nagle okazać, że mamy wspólne zainteresowania, bądź podobny system wartości, albo po prostu nasz rozmówca opowiada nam jakąś ciekawą historię . Nie pokazuje na filmiku, nie prezentuje serii prawie takich samych zdjęć tylko nam coś opisuje. Możemy uruchomić wtedy naszą zakurzoną wyobraźnię. Zinterpretować jego słowa, może inne wnioski wysnujemy z zaistniałego zdarzenia? Na pewno zastanowimy się choć przez chwilę nad otrzymaną informacja. Przetworzymy usłyszane słowa w obraz.

WOW!!!! Czy nasz mózg jeszcze to potrafi?? Mam nadzieję, że tak. Na pewno łatwiej i ciekawiej rozmawia się jak widzimy naszego rozmówcę, mimika twarzy, gestykulacja, ton głosu, bardzo dużo zdradza o człowieku. Poza tym na bieżąco widzimy reakcję na każde słowo.

Przeprowadziłam malutki eksperyment społeczny, wracając z pracy mijałam ludzi, którzy mieli praktycznie przyklejony wzrok do telefonu. Zbliżała się do mnie pewna blondynka z nosem w smartfonie, stanęłam i mówię do Niej: Przecież zaraz Pani we mnie wejdzie!” Ona tylko chrząknęła, wyminęła mnie i poszła dalej!!! Wlazła by we mnie głupia baba!!! A gdzie przepraszam? Pocałuj mnie w dupę? Cokolwiek!!!

Totalna znieczulica, z drugiej strony ciekawa jestem ile razy wlazła w drzwi, albo słup :).

Niestety wirus zombie opanował już większość świata. Mam tylko nadzieję, że jestem na niego odporna i mnie nigdy nie dopadnie.

 

 

 

 

 

 

Lenistwo, błogie lenistwo

Chciałam napisać dzisiaj coś mądrego, ale jedyne o czym myślę to  moja cieplutka i milusia kołderka. O jak mi się nie chce !!!! Jakby mi się chciało, tak jak mi się nie chce to bym góry przenosiła!!!!!

Wstaję do pracy: ciemno i zimno. Wracam z pracy: ciemno i zimno.   Mam wrażenie, że cała moja egzystencja sprowadza się do spania, wylegiwania się w łóżku jak najdłużej.

Co się stało z moją energią? Czyżbym bezwiednie wyleczyła się z pracoholizmu?!

Oj joj, i to tak bez terapii??? Psycholog na mnie nie zarobi !!!!:)

Przeszło mi na lenistwo i to w najostrzejszej formie. Mój Dziadek św. mawiał, że mój Tata jest tak leniwy, że mu się już nawet mrugać nie chcę !!!

Czyli to w genach jest zapisane. Wreszcie mi się ujawniły te cudowne geny. 31 lat na to czekałam, ale wreszcie są !!!!! Jupii !!!!:)

Nie mrugam, nie pracuję, leżę i rozmyślam jak się ułożyć, żeby ten stan nic nie robienia trwał jak najdłużej.

Każdy z nas chyba miewa takie dni, szczególnie jak pogoda nas nie rozpieszcza. Przecież coś mi się od życia należy!!!! Prawda ?! 😉

Ja dzisiaj rozpieszczam siebie, cieplutka kołderka, poduszeczka i spać!!! Zaplanowałam  10 godzin snu. Do roboty!!!:)

Ale moment, przecież nawet makijażu nie zmyłam, hmmm, wyczytałam w mądrym poradniku dla kobiet po 30-tce, żeby nigdy, ale to nigdy nie spać w makijażu.

Chociaż tak naprawdę nakładałam make-up o 6 rano i niewiele na buźce zostało. Na pościeli też trochę zostanie, więc jak się rano obudzę to już go nie będzie 😉 !!!

Tak, rano zmyję resztki, jak jakieś się ostaną 🙂

Zęby, też mi przez jedną noc nie zgniją.

Ha Ha Ha idę spać!!!!

Lenistwo, o błogie lenistwo, nieś mnie w ramiona snu 🙂